Majówkę czas zacząć (na dobre)

01 maja 2013
Święto pracy. Również w Meksyku. Tłumy walą od samego rana na główny plac miasta – Zocalo (zwany oficjalnie Plaza de la Constitution). Taki ich plac Piłsudskiego, tyle że dużo większy. Ponoć większy od niego jest tylko plac Czerwony.
No więc walą, bo będą atrakcje. Z jednej strony tłumy żądnych atrakcji Meksykanów, z drugiej tłumy policji, czające się w bocznych uliczkach w oczekiwaniu możliwości powściągnięcia zbytniego entuzjazmu.


A gdzieś pomiędzy tym wszystkim my: trzy spalone słońcem (kto powiedział, że miasto Meksyk leży na ponad 2 tysiącach m n.p.m i że się przypieczemy, mimo pochmurnego nieba ?! no nikt nie powiedział – no właśnie!!) niewiasty, obładowane plecowo-brzusznymi tobołami, z lekka nieprzytomne z braku porannej kawy (jest zbyt wcześnie na śniadanie w hostelu), dziarsko zmierzające do stacji metra na pl.Czerwonym, w sensie Konstytucji, w sensie Zocalo. Metrem tym zamierzamy się przemieścić na dworzec autobusowy Terminal Oriente, bardziej znany jako TAPO, z którego niebawem wyruszymy w 6,5 godzinną podróż na wschód, do Oaxaca.
Wbrew informacjom w przewodnikach metro jest zamknięte! :-/
Czyli chytry plan zaoszczędzenia na wieczorną Coronę extra się nie powiódł i jedziemy na dworzec taksówką.

Spędziłyśmy w Ciudad de Mexico dwa pełne dni z małym wypadem do oddalonego o ok. 50 km Teotihuacan. I to pozwala nam zdementować podstawowy mit o mieście Meksyk: wcale nie jest tak niebezpiecznie jak go wszędzie malują. Oczywiście my nie kręciłyśmy się po favelach, nie łaziłyśmy po nocy w dzielnicy rozpusty (w innych zresztą też nie), zachowywałyśmy raczej umiar wakacyjny, trzymając się głównie Centro Historico. Ale już wyjazd do Teotihuacan oraz organizacja wyjazdu na wschód wiązały się z opuszczeniem bezpiecznego gniazdka i ruszeniem w „straszny”, “dziki” Meksyk – dało się. Nikt nas nie napadł, nikt nas nie okradł, nikt nas nie znieważył, no w ogóle nic. Ludzie nas albo nie zauważają, albo się uśmiechają, no ale czujnym trzeba być.

Obalam drugi mit: w Meksyku wcale nie jest „niezły meksyk”. I znów nie mówię oczywiście o dzielnicach biedoty, bo tych nie znam i się jakoś nie palę do poznawania. Ale reszta jest czysta, nie bardziej zabałaganiona niż u nas, a organizacyjnie śmiem przypuszczać, że nas nawet przewyższają.
Zobaczymy jak będzie dalej w las, w sensie w dżunglę….

Tymczasem trochę fotek: pierwsze kaktusy, pierwsze piramidy, pierwsze ‘zboczeńce’, pierwsze ‘maryjki’, pierwsze piwa, pierwsze… no ogólnie pierwsze wrażenia

Author: Tygrys

2 thoughts on “Majówkę czas zacząć (na dobre)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.