2011 Kuba

13.11.2011 – 03.12.2011


DAY1
13.11.2011

  • dzień w powietrzu: WaWa –> Paris –> Havana
  • przelot na tę lewą półkulę ma tę zaletę, że o której godzinie by by się nie startowało to ląduje się (niemal) w tym samym momencie 😉
  • meldunek w zacnej – zaiste – casa particulares

DAY2
14.11.2011

  • Hawana

DAY3
15.11.2011

  • Hawana

DAY4
16.11.2011

  • Hawana

DAY5
17.11.2011

  • Santiago de Cuba

DAY6
18.11.2011

  • Santiago de Cuba

DAY7
19.11.2011

  • Baracoa

DAY8
20.11.2011

  • Baracoa

DAY9
21.11.2011

  • Baracoa

DAY10
22.11.2011

  • Baracoa =>Camaguey

DAY11
23.11.2011

  • Camaguey
  • HA! to tu było to słynne spotkanie z A.&J. oraz ich companion
  • nocny ciężki przrejazd do Trinidad

DAY12
24.11.2011

  • Trinidad

DAY13
25.11.2011

  • Cienfuegos

DAY14
26.11.2011

  • Cienfuegos => Zapata

DAY15
27.11.2011

  • Zapata Playa Larga

DAY16
28.11.2011

  • Zapata Playa Larga

DAY17
29.11.2011

  • Zapata Playa Larga

DAY18
30.11.2011

  • Hawana

DAY19
01.12.2011

  • Vinales
  • Hawana

DAY20
02.12.2011

  • Hawana

DAY21
03.12.2011

  • Hawana
  • Havana => Paris => Wawa
    a na lotnisku Miś pilnował walizki niejakiej Martyny W. 😀


ALFABET kubański

Acomo:Mi Amor – por favor!
Czyli fraza, którą się co jakiś czas między sobą posługiwałyśmy, a która zupełnie nie miała zastosowania na Kubie; w przeciwieństwie do samej Amor, której na Kubie widać bardzo dużo, często i obficie również w relacjach Kubańsko-Turystycznych
Bcomo:Bebidas
Czyli napitki – naszym głównym stało się mojito (patrz niżej pod mojito), no i oczywiście woda (ta kosztuje od 0,7 do 1 CUC za 1,5L)
Ccomo:Che Casa particular
comida
coche, carro
cigarros
Czyli gdzie mieszkać? No, można oczywiście w hotelach. Ale! Te są drogie, w nieadekwatnym do ceny standardzie i napychają kasę systemowi. Alternatywą są tzw. „casas particulares”, czyli prywatne mieszkania/domy wynajmujące pojedyncze pokoje turystom. Jest taniej (nocleg wychodzi na ogół ok. 10-15 CUC od osoby), warunki przyzwoite, ale nie jestem na 100% pewna, czy ci wszyscy właściciele tak aby na pewno nic wspólnego z „systemem” nie mają. No w każdym razie jakieś lojalnościowe zasady wydawania zgody na ten typ działalności muszą funkcjonować w państwie totalitarnym. Czyli żarcie – powiedzmy sobie szczerze: Kubańczycy nie są mistrzami kuchni, wszystko (czyli kurczak, ryby i sporadyczne owoce morza) przyrządzone są i smakują podobnie, natomiast absolutną ciekawostką był ryż z fasolą, czyli Maur&Chrześcijanin, no i oczywiście krokodyl (fajne mięsko, choć przyprawiane dokładnie jak kurczak, ryba i krewetki) Czyli stare amerykańskie uskrzydlone limuzyny – SĄ WSZĘDZIE i SĄ CUDNE! Potrafią być członkiem rodziny od pokoleń Czyli cygara – na szczęście wbrew obawom nie jarają tych smrodów wszędzie, więc da się oddychać; więcej widziałam turystów pykających niż Kubańczyków. Nie wiem, czym się różni to świństwo od siebie ale jak ponoć znawca-Fidel pali tylko markę Cohiba (co oznacza „tytoń” w języku Indian Taino). Turystom odradza się kupowanie cygar pokątnie, na ulicy, od tytoniowych cinkciarzy, bo ponoć to syf (jakby te licencjonowane syfem nie były, no ale ja się może nie znam)
Dcomo:Desayuno
Czyli śniadanko – najważniejszy posiłek dnia na Kubie (w sensie na kwaterze prywatnej) składa się z JAJKA (w róznej postaci: jajecznicy, po wiedeńsku, lub sadzonego), napuszonej białej buły, zamista masłą występuje majonez, owoców (te są fajne) i kawy i soku – a to wszystko na ogół za ok.10CUC (tanio to nie jest, oszczędnym zawsze pozostaje opcja zjedzenia czegoś z okienka za lokalną walutę. Różnica w cenie powinna być ok. 10krotna!
Ecomo:Electricidad
Czyli elektryczność, która na szczęście jest, ale na ogół o słabym natężeniu (110), czyli trzeba się uzbroić w cierpliwość łądując bateryjki, oraz w specjalną przejściówkę z płaskimi bolcami!
Fcomo:Frutas, Fidel
Czyli owoce: na Kubie są owoce! Tak, tak, nam się to wydaje oczywiste, ale przeciętny Kubańczyk zdaje się nie mieć tej świadomości. Bo owoce są dla turystów i dla tych co ‘robią’ w branży turystycznej.  Pomarańcze, banany, mango, guanabany i  wiele, których nazw nie pamiętam, nie do kupienia w normalnym sklepie, za to rosną często w ogródkach „cas particularnych”
Gcomo:Grabias
 
Hcomo:Habitacion, Havana Sieja
Czyli noclegi: na Kubie są oczywiście resortowe hotele, ale tańszą opcją są ‘casas particulares’. W zasadzie poza pierwszym dniem, niezbędnym do wyrobienia „tarjeta de turista”, rezerwacje nie są konieczne. Zawsze znajdzie się ktoś, kto zna kogoś, kto ma pokój… a jak się przenocuje w jednaj casa, to właściciel na pewno będzie znał kogoś w następnym mieście kto… itd..
Icomo:Internet
Jest, ale jakby go nie było… Niby zjawisko nie jest obce, ale trudno dostępne. Komputer hotelowy może nawet stać, migać i popiskiwać ale „internet is broken”. W zasadzie dostęp do Internetu możliwy jest tylko w dużych miastach, które mają urząd telekomunikacyjny (correos) z udostępnionym Internetem, raczej tylko dla turystów. Trzeba wówczas kupić, za okazaniem paszportu, specjalną kartę-zdrapkę z kodem dostępowym (0,5h 3 CUC, 1h – 6 CUC)
Jcomo:Jose Marti
Czyli
Kcomo: 
 
Lcomo:Lujo
Czyli luksus po kubańsku,
Mcomo:Mar, musica, mojito
 
Ncomo:“no gracias!”
 
Ñcomo:Mañana
 
Ocomo:Otra vez
 
Pcomo:Pesos, paladar, perros, precioz
Paladar to taka knajpka, na ogół w prywatnej casie (ale dostępna z zewnątrz) – na ogół smaczniej, więcej i taniej niż w restaurancie  
Qcomo:„¿Que?”
 
Rcomo:Revolucion, Ron
 
Scomo:Seguridad
 
Tcomo:Tarjeta de turista, Trinidad
 
Ucomo:Urraca
czyli sroka – nie żeby były jakieś sroki na Kubie, ale brakowało mi słowa na U, a urraca brzmi zupełnie fajnie
Vcomo:Varadero, Viazul
 
Ycomo:Yoani Sanches
 
Zcomo:Zapata

weszło:

wyszło:

Powiązane zdjęcia: