like the bridge over tokyo water….

like the bridge over tokyo water….

Podczas gdy 22/08/2012 był pod znakiem wieży Sky Tree dominującej nad dzielnicą Asakusa oraz nad moim dniem, tak 23/08/2012 bezsprzecznie należy do Rainbow Bridge, koronującego cały dzisiejszy dzień.

Ale zanim do niego dotarłam….

Tuż po porannej pobudce, wypiciu dwóch kaw (jak to dobrze, że sobie przywiozłam moją ulubioną, a w pokoju mam czajnik), odpowiedzeniu na parę maili i napisaniu poprzedniego wpisu, już ok godziny 13.24 ruszyłam główną ulicą dzielnicy Asakusa, która dla łatwości orientacji nazywa się Asakusa Dori, w kierunku dworca Ueno.

Bliskość tego dworca (10-15 minut na piechotę od hotelu) była jednym z kryteriów wyboru hotelu.

Ul.Asakusa okazała się być pełną sklepów z buddyjskimi dewocjonaliami (umówmy się: jak światem, a religia religią nie są to „dzieła” lotów najwyższych), za to dworzec Ueno obfituje w bezdomnych (bardzo podobni do polskich, ale jakby mniej nachalni, a przynajmniej w stosunku do obcokrajowców).

Tak, tak, tuż obok dworca znajduje się spory park Ueno, w którym jak gdzieś czytałam, a teraz się naocznie przekonałam, pomieszkują bezdomni. Nawet w Japonii są bezdomni, niestety….

Ale park Ueno to również urocze miejsce na spacer, zwłaszcza wokół i przez (są specjalne jakby groble) przecudowny staw porośnięty lotosami – olbrzymami! Wraz z zapoznaną naprędce Cecylią ze Szwecji (która w ramach zwiedzania południowych plaż była onegdaj np. w Sopocie) nie mogłyśmy się na nie napatrzeć.

Gdy już się jednak napatrzyłam poszłam sobie (już bez Cecylii) w stronę Pałacu Cesarskiego.

Po drodze zaliczyłam naprędce dzielnicę elektroniczną Akihabara, która jakiegoś specjalnego wrażenia na mnie nie wywarła. Może by wywarła gdybym się zagłębiła w któryś dom handlowy, ale że ogólny klimat okolicy był bardziej azjatycki niż reszta Tokio, a mój z kolei po spotkaniu z lotosowym monstrami bardziej kontemplacyjny, to po prostu do siebie nie pasowaliśmy.

Aby dotrzeć do Pałacu Cesarskiego…. No nie, nie da się, bo nie wpuszczają. Ponoć wpuszczają do pałacu tylko dwa razy w roku, w urodziny cesarza i jeszcze kiedyś tam. Generalnie nie ma zwiedzania. Można jedynie zwiedzić tzw. Wschodni Ogród (za friko), który jako ogród nie przedstawia sobą niczego specjalnego, ale sama świadomość, że chodzi się po terenie dawnego pałacu z epoki Edo oraz podziwianie monumentalnych murów z przeszłości jest zupełnie całkiem przyjemne.

Tokyo można zwiedzać zupełnie na piechotę, bo jest to generalnie fajna rzecz, do tego miasto jest spokojne, niezatłoczone (przynajmniej w godzinach biurowych), niehałaśliwe i czyste, ale warto jednak również korzystać JR-pass, choćby po to, żeby się co jakiś czas schłodzić w klimatyzowanym pociągu (na zewnątrz jest 35 stopni!).

Również warto było wskoczyć w pociąg, żeby zobaczyć stację Tokyo – choć odbudowana po wojnie, to nadal zachowała swój europejski klimat z początku XX wieku (jak głosi plotka, przy jej projektowaniu wzorowano się na dworcu głównym Amsterdamu)

Mój chytry plan na dziś zakładał dotarcie do Rainbow Bridge przed zachodem słońca, tak aby móc zrobić cudne kiczowate focie Tokio, tonącego w pomarańczowych promieniach ognistej kuli, słońcem zwanej.

Plan się udał w 100%, tylko zachód nawalił i poszedł sobie za wcześnie. Dotarłam do mostu o 19, czyli w nocy. Ale i tak było warto, widoki super! Może jeszcze tu przyjdę kiedyś na ten zachód (no bo przecież nie na wschód!).

Mostem można przejść (lub przebiec – sporo biegaczy, jak zresztą w całym Tokio) z dwóch stron: północnej z widokiem na Tokio, w tym na Wieżę Tokio (czyli ich odpowiedź na Wieżę Eiffla – jej kopię w sensie), lub stroną południową z widokiem na zatokę Tokijską, a bywa ponoć, że i Mt.Fuji widać. Ja sobie przeszłam po prostu naokoło (trasa w jedną stronę to około 1,5 km), po drodze robiąc parę milionów zdjęć, oraz jak na rasowego turystę z Europy Wschodniej przystało, spożywając na moście swój posiłek z plastikowego pojemniczka. Dziś było to jakieś mięsko w marynacie pieprzowej. Bardzo dobre, ale nie mam pojęcia co to za mięsko. Na szczęście nie jestem w Chinach, więc sen miałam spokojny….

Porcja zdjęć na dziś:

Share this!

Subscribe to our RSS feed. Tweet this! StumbleUpon Reddit Digg This! Bookmark on Delicious Share on Facebook
  1. JEZZ
    23/08/2012 at 20:04

    Miasto nocą, zestaw poideł … widok na chodnik … zaczynam się martwić 😉
    Zwłaszcza, że „uwaga-zboczeniec” leży na chodniku.
    Czy filiżanki na ulicy gastronomicznej to balkony? .. piękne

  2. Seniorita
    24/08/2012 at 00:42

    dobrze,że przeczytałam podpis pod tym fajnym niebieskim robocikiem, bo już myślałam, że znalazłaś go na ulicy dewocjonaliów 🙂
    zdjęcia parku Ueno i miasta nocą – po prostu super, można by się było wpatrywać w nie bez końca, fajnie wygląda kontrast pomiędzy współczesnymi budynkami w tle a roślinami, które wyglądają jak by pochodziły z czasów pamiętających dinozaury

  3. 24/08/2012 at 03:33

    Powiem Wam, że tu jest tak czysto, że na chodniki naprawdę gapię się z przyjemnością,
    Oby mi w nawyk nie weszło, bo w Wawie to nie będzie już takie miłe doznanie 🙁

  4. JEZZ
    24/08/2012 at 17:47

    Seniorita! Oczywiście, że z dewocjonaliami! Jedni wierzą w zielone ludki inni w niebieskie … TROCHĘ TOLERANCJI!!!

    • 26/08/2012 at 17:47

      NA BOGA!!!
      jakiegoś, zielonego, czy cuś 😉

Leave a reply

*

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*