las krat, las bram, las małp, las bambusowy

las krat, las bram, las małp, las bambusowy

czyli przeniosłam swoje centrum zarządzania do Kioto.
Kioto dla Japonii jest trochę tym, czym Kraków dla Polski, ale trochę tylko.

Siedziba cesarza w latach 704 do 1868 (co nie oznacza, że przez cały ten czas pełniła rolę stolicy) pełna jest świątyń, świątynek, kapliczek i …. turystów, niestety.
W ogóle chyba mam kryzys, bo jakoś mnie to Kioto nie podnieca.
Faktem jest, że jest goręcej niż w Tokio
Faktem jest,  że jest jakoś jakby burzowo, a wczoraj nawet spadły 2 krople deszczu
Faktem jest, że jest więcej turystów, niż w Tokio, a w każdym razie na takiej bardziej kompaktowej przestrzeni (Kioto ma raptem 1,4 mln mieszkańców – phi!) są bardziej widoczni.
Faktem jest, że jest większa dezinformacja, lub może mniejsza informacja niż w Tokio (w Tokio nie trzeba było bardzo myśleć, bo system informacyjny anglojęzyczny myślał za mnie, tu trzeba się rozglądać za informacją, wsłuchiwać w japoński, czy aby nie pada nazwa stacji, na której chcę wysiąść i cały czas porównywać mapę z terenem (mapę trzeba mieć bezwzględnie!))
Faktem jest, że mam tu hotel droższy, lecz gorszy niż w Tokio
Faktem jest, że jest jakby ciut brudniej, niechlujniej i definitywnie przaśniej niż w Tokio

Tokio WROOÓÓÓÓOĆ!!!!
ale może to tylko chwilowy kryzys przedburzowy, ale jutro na wszelki wypadek jadę do Kanazawa, dziś dzień lajcikowy

***

Tylko na tyle, co powyżej było mnie stać dwa dni temu. Dziś już jestem lepiej zaaklimatyzowana, zrelaksowana po wizycie w Kanazawa (o tym będzie wpis następny), więc naprędce mogę opowiedzieć, co widać na poniższych zdjęciach i jak do nich doszło.
Po ośmiu dniach i nocach, spędzonych w Tokio (naprawdę polubiłam to miasto), przeniosłam się do Kioto (Kyoto). I w zasadzie od razu go nie polubiłam. Być może to tylko kryzys połowinkowy, spotęgowany kontuzją z wojny w kostce i w kolanie, które się odezwały – wielbicieli Kioto proszę o wybaczenie, ale mi ono mimo wszystko nie leży.
Kioto oczywiście ma swoją wspaniała historię, stolica, pałac, świątynie, takie tam. Ale to było kiedyś i to kiedyś naturalnie można i trzeba zwiedzać (kilkanaście obiektów z Kioto znajduje się na liście Unesco), ale po stolicy, miasto to sprawia wrażenie brudniejszego, gorzej zorganizowanego, mimo swoich wspaniałych zabytków mniej zorientowanego na turystę nie-japońskojęzycznego i do tego bardzo bardzo dusznego.
Dlatego postanowiłam się trochę zrelaksować, poczytać świeżo nabytą na „kundla” książkę P.Austera, obejrzeć na laptopie Incepcję oraz zwiedzić tylko niektóre, starannie wybrane miejsca.

Na pierwszy ogień, czyli po południu 30/08/2012, ponieważ było już za późno na większość atrakcji (zamykane są na ogół, z nielicznymi wyjątkami o 17), poleciałam zobaczyć gejsze. W Kioto jest kilka dzielnic „gejszowych”, ale najbardizej znana to Gion.
Tyle, że po pierwsze byłam za wcześnie (lokale zaczynają się otwierać ok.20), po drugie prawdziwe gejsze generalnie niezbyt chętnie się turystom ujawniają, a dziewczyny które chodzą przebrane za gejsze to raczej hostessy (co widać, mimo że żadnej gejszy w zyciu nie widziałam, ale sztuczność wszędzie razi podobnie). A po trzecie, żeby zobaczyć prawdziwą gejszę przy pracy, to trzeba mieć ze sobą worek złota i znać japoński. No i pewnie lepiej być facetem…

31/08/2012

Mimo, iż kryzys już gniótł, miótł i na manowce wiódł, zawalczyłam jeszcze resztką sił i już w samo południe ruszyłam w kierunku świątyni Fushimi Nari – tej z tysiącami bram wotywnych torri. Ponoć ufundowanie takiej bramy (robią to zarówno osoby prywatne, jak i firmy) to koszt rzędu od ok. 400.000 do ponad miliona yenów, to chyba nie za dużo za gwarancję szczęścia i wiecznej prosperity?
Aby dojechać do tej świątyni należy wsiąść na stacji Kyoto w jedną z całych 2 (rrrany, a co na to Tokio?!) linii JR – Nara, pod warunkiem, że pociąg będzie LOCAL, A NIE RAPID (tak, jak ja to zrobiłam) i pojechać raptem 2 przystanki (parę minut, a nie jak w moim przypadku ze 40 w te i nazad). Wejście do świątyni zaczyna się nieomal przy samej stacji. Świątynia, jak świątynia (pewnie dlatego za darmo), główną atrakcją są właśnie te jaskrawo pomarańczowe bramy, które opasają szlak, okalający dla odmiany górę. Bardzo przyjemny spacer, zaiste. Całość zajmuje ok. 3 godzin, ale można naturalnie poprzestać wcześniej i zawrócić.

Drugi punkt dnia na dziś to wizyta u małpek, pawianów w sensie. Aby tam dojechać, należy na stacji Kyoto wsiąść w tę drugą (z dwóch możliwych) linię JR – Sagano (lub inaczej San-in) i dojechać do stacji Saga-Arashiyama.  Natępnie przejść przez mostek rozdzielający rzeki Oi i Katsuragawa i tuż za nim szukać tablic z małpami – one powiedzą co dalej. A ‚dalej’ oznacza wdrapanie się za 500 yenów na na górkę i podziwianie obłaskawionych (co nie znaczy obgłaskanych!) pawianów. Z górki roztacza się fajny widok na miasto, ale kto by tam patrzył na miasto, gdy małpy są fajniejsze! Można je karmić (paczuszka orzeszków ziemnych lub pokrojonych bananów kosztuje 100 yenów), ale tylko ze środka zakratowanego budynku. Już wcale się nie dziwię czemu, bo choć małpki wyglądają na milusie i pluszowe (zapach za to wydzielają zupełnie nie pluszowy) to żarte są cholery! Nie chcę sobie nawet wyobrażać sceny, gdyby mi się w trakcie karmienia na zewnątrz znienacka skończyły orzeszki….
I znów mnie zachwyciła oczywista w swej oczywistości zaradność i wyobraźnia Japończyków: w kilku miejscach stoją spryskiwacze ze spirytusem destylowanym do oczyszczenia rąk – proste, nie? a jak trudne zarazem…

W tej samej dzielnicy Arashiyama znajduje się jeszcze jedna fajna atrakcja Kioto – bambusowy las (przejście za darmo).
Niestety trochę ta dzielnica skomplikowana do orientacji w terenie (a Kioto to nie Tokio i nie ma planów na każdym większym rogu), chętnym wytłumaczę palcem po mapie, lub w wolnym czasie taką mapkę z pomocą „gugla” tu wrzucę.

01/09/2012

No i tu mnie kryzys dopadł na całego! Wywiesiwszy uprzednio (na szczęście) kartkę na drzwiach „dupy nie zawracać żadnym sprzątaniem”, przeleżałam w łóżku, na przemian z książką i z filmem do 15, by o 16:00, jak rasowy zombie, ruszyć na podbój city.
Podbój swój tego dnia ograniczyłam do jednej, za to bardzo malowniczej, wręcz ikonicznej dla Kyoto świątyni – Kiyomizudera.

Ups! Rozpedziłam się! To będzie dopiero w następnym wpisie 🙂

Share this!

Subscribe to our RSS feed. Tweet this! StumbleUpon Reddit Digg This! Bookmark on Delicious Share on Facebook
  1. JEZZ
    01/09/2012 at 09:25

    Stacja w Kyioto supr! Zauważyłam nową fascynację – bramy torri 😉
    Dziś losowanie totka – niech mi tylko ktoś spróbuje tknąć MOJE 30MLN!!!

  2. 01/09/2012 at 14:07

    ja nie ruszę – obiecuję! A Ty wygrywaj i przyjeżdżaj – będziesz boskim sponsorem reszty wyjazdu 😉
    Bramy torri wciągają – fakt, są niesamowicie malowniczez tym swoim jaskrawym pomarańczowym kolorem na tle grantowo-zielonego lasu
    A stacja w Kioto ma tę zaletę, że można wszędzie wleźć, nawet na dachu ma taras z drzewkami. Japończycy są absolutnie super w kwestii planowania urbanistycznego i architektonicznego dla ludzi. Żeby nie odgradzać i zamykać a raczej zapraszać i zachęcać!
    Mówilam już, że wiele nauki przed nami, żeby dojść do tego poziomu cywilizacyjnego? Dużo!

  3. 01/09/2012 at 14:26

    o tu jest trochę informacji o stacji Kyoto: http://www.japan-guide.com/e/e3922.html

  4. PRS
    02/09/2012 at 00:05

    a mnie małpki rozczuliły, mordki i oczy mają bardziej rozgadane i wymowne niż niejeden człek… musiałaś blisko podejść – takie zbliżenia 80-tką…
    ale cieszę sie że zaczęłaś twarze fotografować, małpki… może potem ludzie.

    zwiedzaj dzielnie

    • 02/09/2012 at 01:37

      no właśnie coś się do tych ludzi ciągle nie mogę przełamać, może są gdzieś warsztaty p.n. fotografowane ludzi dla nieśmiałych, czy jakoś tak 😉
      Małpki były cudne i wprawiły mnie w bardzo radosny nastrój. Nie zdążyłam jeszcze tego wszystkiego opisać (bo mi tu w Kioto klimat nie służy i jakaś rozlazła jestem) ale one trochę lgną do ludzi, bo ludzie to żarcie. Ale karmi się je z wewnątrz takiego małego budynku, przez kraty, bo inaczej to by się rzucały. Czasem walczyły między sobą o orzeszka.
      Ale pysie mają super! Chwilami ma się wrażenie, jakby jakimiś mędrcami były 🙂

  5. Seniorita
    03/09/2012 at 19:42

    patrząc na twoje zdjęcia wnioskuję, że ten słynny „kryzys” nie jest przynajmniej kryzysem twórczym 🙂
    niestety ktoś się nie bał i tknął 30 mln, życie jest jednak niesprawiedliwe ;( nici z boskiego sponsora

  6. 04/09/2012 at 02:10

    kurde! może go tkną wyrzuty sumienia i sobie zrobi seppuku?
    oddawszy Wam (NAM) uprzednio kasę 😉

  7. 04/09/2012 at 02:11

    Ps. dziękuję 🙂

Leave a reply

*

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*