2 holy days + 1 extra

2 holy days + 1 extra

zapadła noc, zapalam świecę sięgam po gęsie pióro i kreślę na słoniowej skórze te oto słowa (a nuż ktoś je kiedyś znajdzie i przeczyta….)
taki był początek tego wpisu, który zaczęłam produkować 2 dni temu i zaraz potem padłam na tę słoniową skórę.
Jak to na wakacjach, człowiek czasu nie ma na nic, więc wpis się tworzy w czasie kradzionym między zwiedzaniem, fotografowaniem, ćwiczeniem a spaniem.

27-28/08/2012
Nie czuję się specjalistką w temacie religii japońskich, ale o ile wiem, zasadniczo Japończycy są bardzo tolerancyjni i dość swobodnie i wymiennie poruszają się pomiędzy 3 systemami religijnymi : buddyzmem, zen i shintoizmem. Pierwotnie nawet misjonarze chrześcijańscy nie mieli żadnych problemów z indoktrynacją, gdyż religia chrześcijańska spokojnie mieściła się w zakresie wartości, akceptowanych przez Japończyków. Problemy się zaczęły, gdy misjonarze zażądali wyłączności….

Te dwa dni spędziłam pod znakiem Buddy, zen i shinto, czyli zwiedzając 2 historyczne i święte miejsca w pobliżu Tokio: Kamakurę i Nikko.
W pobliżu oznacza oczywiście na warunki japońskie, czyli wsiadam w pociąg i w ok. 1,5 h jestem w Kamakurze, a do 2 h (bo jest przesiadka) zajmuje przejazd do Nikko.

KAMAKURA
Kamakura znana jest z dwóch faktów: z tego, że na ok 150 lat (1185-1333) wyrwała panowanie ówczesnej stolicy Kyoto i stąd zarządzali krajem kolejni shoguni z dynastii Hojo,
Oraz z bardzo dużego posągu Buddy z brązu (Daibutsu, 850 ton). Oprócz posągu w okolicach Kamakura znajduje się wiele świątyń, do których można dotrzeć pociągami, autobusami, lub pieszo idąc szlakami pośród wzgórz – ta opcja jest, moim zdaniem, najlepsza! Wejścia do świątyń to na ogół koszt od 200y (max 300, a czasem nic) + dodatkowo 20 za wejście do środka Buddy – a jakże!
W zależności od czasu, jakim się dysponuje, zainteresowania świątyniami i kondycji fizycznej można w jeden dzień zwiedzić/obejść praktycznie wszystko w następujący sposób:
Przejazd z Tokio linią Yokosuka do Kita-Kamakura. Stąd przejście szlakiem pagórkowatym do posągu Buddy (szlak zaczyna się tuż obok świątynie Jochi-ji). Następnie przejście plażą (no jednak nasze plaże nadbałtyckie są lepsze!) od Hase az do takiej jakby rzeczki, wzdłuż której wiedzie ulica handlowa, prowadząca do stacji Kamakura, a następnie do świątyni Tsurugaoka Hachiman-gu.
Stąd można ruszyć drugim wschodnim szlakiem „górskim” zwiedzając po drodze  jeszcze kilka świątyń, z powrotem do Kita-Kamakura. Co bym niewątpliwie zrobiła, gdybym się wcześniej zebrała z hotelu.

NIKKO
Miejsce, które służyło mnichom buddyjskim już od VIII wieku, rozkwitło w okresie Edo, (1600-1868), gdy powstały świątynie podziwiane do dziś oraz mauzoleum Tokugawa Ieyasu.

Kiedy spytAAAją mnie: pse pani, a jak mam tylko jeden dzień wolny w Tokio to lepiej jechać do Kamakury, czy do NIkko?
No więc kiedy mnie spytają… No proszę, niech pytają, proszę, proszę.
O, dziękuję za to pytanie, to jest bardzo dobre pytanie (często pojawiające się zresztą na forach internetowych), to ja odpowiem, że moim skromnym zdaniem absolutnie Nikko!
Po pierwsze: jest malowniczo położone w górach.
Po drugie: zabytki są bardziej zgrupowane, nie poprzedzielane zabudową współczesną, co pozwala na lepszą ich kontemplację.
Po trzecie: świątynie są bez porównania ładniejsze niż te w Kamakura
Po czwarte: Nikko jest wpisane na listę światowego dziedzictwa Unesco (a Kamakura się dopiero o to stara)
Po piąte: jest w górach, więc jest kilka stopni chłodniej:-)

Na rzecz Kamakury przemawia ten wielki Budda, ale jeśli ktoś planuje pojechać do Nara (ja tak) to tam jest jeszcze większy!
Niewątpliwym natomiast rozczarowaniem, jak dla mnie, był brak zjawiskowych klap do studzienek kanalizacyjnych! No, niedopatrzenie jakieś. Nu nu nu!
Mówilam już, że Nikko leży w górach? No właśnie, i w tych górach (ok. 50-80 minut jazdy autobusem od Nikko) znajduje się jezioro i prawdziwe górskie onseny, a baza noclegowa wydaje się być rozsądna i za rozsądne pieniądze. Myślę, ze to fajny pomysł pojechać do Nikko na 2 dni i sobie spokojnie i relaksująco po kontemplować okoliczności.
Zwłszcza, że opcja biletowa opłacalna to 2-dniowy karnet na 5 światyń za 1.000. Warto dorzucić jeszcze 520 y i wspiąć się po bramą ze śpiącym koteczkiem po 207 stopniach do mauzoleum.
Aby dojechać do Nikko, należy wsiąść na stacji Ueno w shinknsen Tohoku (linia do Morika) i dojechać nim do Utsonomiya (ok. 40 minut tylko jedna stacja po drodze Omiya). Ja wsiadłam w ten o 10:46, na peronie 20.
W Utsonomiya przesiadka w Nikko line (zawiera się w JR-pass), tez ok. 40 minut, do stacji końcowej Nikko.
Uwaga! W linii Nikko NIE MÓWIĄ PO ANGIELSKU! Ale to nie jest duży problem, bo w jedną stronę się jedzie do końca, a w drugą do dużej aglomeracji, którą trudno przeoczyć

29/08/2012
I ten budzik tak dzwonil, jak by chciał, żeby ktoś się obudzil…
Jej, jak on dzwonil!
No dobra ktoś się obudził ale szybko przeprowadził sam(a) ze sobą analizę sytuacji. Analiza:
– wstawaj, jest 4 rano (wiadomo –wakacje!) trzeba lecieć zwiedzać targ rybny!
– ojej, ale przecież jest jeszcze ciemno prawie i tak nic nie zobaczę
– nie marudź, wstawaj! Zanim dojedziesz będzie 5 rano – widno już
– ojej, ale jak mnie nie wpuszczą? (na aukcje tuńczyków wpuszczają turystów w 2 turach po 60)
– wstawaj leniu! Jest aż 120 miejsc!
– no tak, ale obowiązuje kolejność, kto pierwszy ten lepszy. Może trzeba było wstać o 3-ciej i ustawić się wcześniej w kolejce. Albo w ogóle zrobić jakąś listę już wieczorem, jak za dawnych dobrych czasów w PL
– Turysto! Opamietaj się! Jak nie pojedziesz teraz, to w ogóle nie masz szans na obejrzenie tej fantastycznej, zjawiskowej, nieziemskiej aukcji!!!!
– no zasadniczo taaaak…. Ale! Jak pojadę i jednak już będzie za późno?? A to będzie dopiero 5, o powiedzmy 5:30, to co ja ze sobą pocznę?! Tyle godzin snu zmarnowane, a przecież po południu idę na trening do Hombu – muszę być wyspana!

Taaak, nie ma to jak dobry argument! Tym argumentem wygrałam tę zupełnie zbędną licytację, czym prędzej przestawiłam budzik o 3 godziny i zasnęłam z powrotem.

Na Fish Market Tsukuji (czyli największy targ rybny świata) dojechałam trochę po 9-tej. Oczywiście po wielkich rybach już śladu nie było, ale i tak z fascynacją pochodziłam po alejkach, miedzy straganami, wypełnionymi różnymi dziwnymi stworami z głębin.
Ktoś nam kiedyś chciał fundować „drugą Japonię”, echhh… gdzie nam do Japonii. Po raz kolejny przekonałam się, że cywilizacyjnie Japończycy są od nas dużo bardziej zaawansowani i nie chodzi tu o elektronikę, czy inne gadżety! Po prostu o dbałość o swoje miejsce na ziemi. Największy targ rybny, wypełniony milionami ryb, kałamarnic, krabów, krewetek, małż, ostryg, wodorostów, planktonów i masy morskich istot, których nawet nazwać nie umiem, nieomal NIE ŚMIERDZI! Większy smród panuje w Marc Polu w Hali Mirowskiej, przy jednej (podkreślam: jednej!) gablotce z rybami!

W pobliżu targu znajduje się budynek, zaprojektowany przez Kisho Kurokawę w 1970 r., będący wówczas bardzo nowatorskim pierwszym hotelem kapsułkowym – teraz przznaczonym do rozbiórki.
Dzieki K., która mi zwrócila na niego uwagę, podeszłam bliżej i go obfociłam zanim zniknie.

W ramach pożegnań z Tokio jeszcze raz udałam się na trening do Hombu Dojo. Tym razem trening prowadził sensei Seishiro Endo. Uroczy pan, którego aikido dziwnie przypominało mi to w wykonaniu Shimamoto sensei. Tak więc, dziś było przyjemnie i lajtowo, zwłaszcza że przez większą część treningu (niż poprzednio i niż w Iwama) ćwiczyliśmy siedzenie w seiza – sensei lubi sobie pogadać 🙂

W ramach pożegnań z Tokio 2 jeszcze raz udałam się na Rainbow Bridge. Tym razem zdążyłam na zachód słońca. Niestety, nie uwzględniłam faktu, że zachód słońca w Tokio zasłaniają drapacze chmur. Tak więc, nie był aż tak malowniczy, jak się spodziewałam, ale i tak było warto. (gdyby ktoś kiedyś chciał się udać na most, to najlepiej dojechać JR Yamanoto do stacji Tamachi, a potem przejść piechotą ok.20 minut, cały czas prosto w kierunku wschodnim, lub można oczywiście wsiąść w jakiś autobus)

No i po Tokio! Gnam właśnie shinkansenem do Kioto! Super sprawa! Niestety, nie ma co robić fotek przez okno, bo migawka nie nadąża z ostrością ;-))
Ciekawe, czy zobaczę po drodze Fuji, tia…..

Ps. Nie widziałam, ale czy mnie to dziwi?

Foty poniżej (jeszcze dojdą następne, tylko się obrobię, i jeszcze je poopisuję, a teraz lecę zwiedzać Kyoto).
Ostrzegam, będzie dużo świątyń. Znudzonych świątyniami zapraszam do galerii „robaków” ;->

Share this!

Subscribe to our RSS feed. Tweet this! StumbleUpon Reddit Digg This! Bookmark on Delicious Share on Facebook
  1. JEZZ
    30/08/2012 at 09:59

    Noooo, gdybym nie widziała, na „fejsie”, że żyjesz to zaczęłabym się martwić. Teraz wiem skąd ta zwłoka. Świątynie piękne – zwłaszcza w soczysto-zielonych okolicznościach przyrody. Tak mi stanęły przed oczami te z Laosu i omszałe z Kambodży … po kiego grzyba mi ten kredyt!
    Jestem nieszczęśliwa 🙁
    Widzę, że znalazłaś Fuji … ale dlaczego niebieska i na drzewie? :/
    Nie chcę zrzędzić ale brak podpisów pod zdjęciami 🙂

  2. 30/08/2012 at 14:21

    no kto jak kto, ale Ty to wiedziałam, ze ten miliard świątyń docenisz! 🙂
    sprzedawaj szybko mieszkanie i przyjeżdżaj, ja tu jeszcze prawie 2 tygodnie będę.
    A co do Fuji… jeśli wikipedia mówi prawdę, to bardzo sprawnie mi weszło wejście na prawie 4 tys. metrów! ale bo ja wiem, czy ona taka zachwycająca….

    już nie zrzędź, już sią biorę za podpisy i jeszcze wrzucę obiecane ROBALE!!!!

  3. PRS
    30/08/2012 at 17:24

    Super targ rybny. No i książkowy (charles jencks – architektura późnego modernizmu) hotel kapsułkowy zaprojektowany przez Kisho Kurokawe w 1972 roku. 140 pokoików-kapsuł . A u Jenksa nazywa się to – wieża mieszkalna Nakagin.

    Zwiedzaj dzielnie

  4. JEZZ
    31/08/2012 at 10:09

    Tygrys, nie denerwuj!!! Nie pomagasz mi ;(
    Jest kumulacja w totka … jakby co to przylatuję w poniedziałek 😉

  5. 01/09/2012 at 02:10

    @ JEZZ, nie no co Ty! Beznadziejnie jest! gorąco, drogo, łazić ciągle trzeba i w ogóle (pomogło? ;))
    @ PRS, a znałeś pojęcie „architektura metabolistyczna” ? o tu jest: http://bryla.gazetadom.pl/bryla/56,85298,11084648,Kapsuly_w_Tokio__Kisho_Kurokawa,,2.html

Leave a reply

*

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*