szaro, buro, witaj w domu!

szaro, buro, witaj w domu!

Pierwsze szoki termiczne, dżetlagi, rotawirusy i podejrzane wysypki za nami (mam nadzieję ZA nami!
W odróżnieniu od „roboty nie -gołoty”, która wciąż przed i przed i przed (i robię i robię i robię, a ona konsekwentnie PRZED)!  Ba! nawet kubańska opalenizna  (dżiiii…dawno nie byłam tak opalona jak teraz, znaczy wówczas, znaczy jeszcze tydzień temu) jakby też już poprosiła o bilet powrotny do socjalistycznego raju (fakt, tu jakoś nie pasowała) i znikła. 

Znaczy rzeczywistość postwakacyjna dorwała i gnębi, a czas skurczył się do nieprzyzwoicie mikroskopijnych rozmiarów (ach! gdzież te nudnawe, wydawałoby się, wieczory nad miętowo-limonkową Zatoką Świń?!)

Wpis podsumowujący  (niemożliwie genialnie błyskotliwy) „się tworzy”, pełna galeria zdjęć (przepięknych, zniewalająco powalających) z wyjazdu „się tworzy”, a tymczasem to na co mnie chwilowo stać, czyli obiecane fotki z ostatnich dni w Hawanie,  z wypadzikiem do Vinales:

ps. czy ja mówiłam, że w Habana Vieja możnaby zrobić kilkudniowy detaliczny plener fotograficzny?
MOŻNABY! 🙂

Share this!

Subscribe to our RSS feed. Tweet this! StumbleUpon Reddit Digg This! Bookmark on Delicious Share on Facebook
  1. JEZZ
    15/12/2011 at 11:51

    Wzrusza mnie Marta z włochatym, długouchym dzidziusiem 😉

    • 15/12/2011 at 17:14

      Marta też się jak widać wzruszyła, za to długouchy zasnął 🙂

Leave a reply

*

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*