przebiegła noc

przebiegła noc

Yes Yes Yes! She (the Tajger) has run the night!

A było to tak:
Wszystko zaczęło się od odwiecznych planów wzięcia udziału w Biegu Powstania Warszawskiego. Ale to takie plany były bardziej w sferze marzeń i obietnic składanych w okresie zimowym, które wyparowywały wraz z topniejącym śniegiem. A to się zgapiliśmy i bieg się własnie odbył, a to akurat to powstanie nie wczas było, a to zwyczajnie kondycja była gdzie indziej – nie w nas. Ale temat w głowach siedział niezarzucony….

I gdy wróciłam po tegorocznych, wyjątkowo wczesnych, wakacjach  w dobrym wypoczętym nastroju to ponownie (jak co roku) rozpoczęłam sezon biegowy. Tyle, że w latach ubiegłych po 5-10 razach jakoś mi entuzjazm mijał, a sierpień stawał się już zbyt zimny na bieganie ;-). W tym roku będzie inaczej!

Bo gdy tak sobie odpoczywałam zmęczona po urlopie, przerywając odpoczynek małymi przebieżkami (rrrrany wtedy 3km wydawały mi się wielkim wyczynem), to wtedy właśnie, na przełomie maja i czerwca, rzuciła mi się w oczy reklama biegu dla kobiet „She runs the night”. Nie wiem jak ja skojarzyłam to z biegiem PW, ale jakoś tak pod wpływem niewiadomego impulsu natychmiast się na ten bieg zapisałam. No i klamka zapadła. Trzeba było biec. Wtedy zaczęło do mnie docierać, co ja takiego narobiłam…. Może i dobrze, że bieg nie odbył się w pierwszym terminie 9/06, bo dzięki temu przesunięciu miałam czas na konsekwentne bieganie i poprawianie kondycji. I…. polubienie 🙂
Dzięki temu niedzielny wieczór był czystą przyjemnością, a nie stresem. Choć przebiegłam trasę 6,5 km (bo wbrew zakładanym tylko 5km trasy podstawowej, nie mogłam się oprzeć i dałam porwać rzece biegnącej w booook na pętle dodatkowe) w niezbyt imponującym czasie, to nie o czas tu chodziło, bo jak twierdzą organizatorzy: „nie będzie ogólnej klasyfikacji, gdyż bieg nie miał charakteru wyczynowego”. Dla mnie to było przede wszystkim przełamanie bariery psychicznej i teraz już wiem, że to fajna zabawa, duża radość i w trakcie i na mecie i bakcyl biegania we mnie rośnie i rośnie, pęcznieje i olbrzymieje.

Jako że PRS przebiegł ze mną przedpremierowo trasę biegu dwukrotnie, to w pewnym sensie też go ukończył i też mu bakcyl rośnie. W tym roku Bieg Powstania Warszawskiego będzie nasz!

Parę zdjęć poniżej, czekam jeszcze na zdjęcie z przystojniakiem organizatora, ale na razie ich nie publikują. Pewnie są zbyt przepiękne?!

A co do wrażeń z samego biegu? Oczywiście nie mam porównania. Głosy na forach donoszą, że to bardzo fajny bieg, że raczej zabawa niż rywalizacja, że uśmiech, że impreza, że fan.
Osobiście nie jestem zwolenniczką wyliczania parytetów, tworzenia sztucznych podziałów (no może poza wszelkiej maści przebieralniami) i szufladkowania ze względu na płeć.  W końcu to nie jest kwestia walki o prawa mniejszości, bo kobiety nie dość, że mniejszością nie są (a nawet są większością, niestety) to do tego różnią się między sobą diametralnie, tak jak zresztą faceci, bo generalnie ludzie się różnią i już.
Więc nie wiem, czemu ktoś uważa, że skoro jestem kobietą, to koniecznie, z pewnością i bezwzględnie będzie potrzebna sztuka malowania paznokci?! Taka była jedna z atrakcji. Akurat mi ta umiejętność  zupełnie nie jest do niczego przydatna – wręcz przeciwnie: malowane paznokcie mnie drażnią (u mnie, żeby nie było że wszystkie :-)).
I nie wiem, czym miałaby się różnić biegaczka od biegacza w sensie sportowym (poza oczywistymi różnicami 1-, 2- i 3-cio rzędowymi ;-)). No, ale chyba idea była taka, że jak będzie impreza tylko dla kobiet, to przybędzie więcej takich bardziej nieśmiałych i już odtąd będą biegać po kres swych dni. Nie wiem, no mooooże… ale za dużo tych nieśmiałych to ja tam nie widziałam.
Za to dziewczyny  z SheMoans wymiatały jak się patrzy i na szczęście nie grały żadnej fitneso-clubo-techno-dychno-transo rąbaniny. Uff! bo bym nie zdzierżyła!
Następny bieg będzie już koedukacyjny z historią w tle: XXIII Bieg Powstania Warszawskiego.

Share this!

Subscribe to our RSS feed. Tweet this! StumbleUpon Reddit Digg This! Bookmark on Delicious Share on Facebook
  1. Seniorita
    26/07/2013 at 10:00

    I jak tam, przygotowana do Biegu Powstania? Wdzianko uprasowane i buty wypastowane? 😉
    W końcu to już jutro!
    A tak na serio to miłej zabawy i dobrego wyniku życzę 🙂

    • 26/07/2013 at 15:32

      no ba nawet szyjka umyta żeby medal ładnie wyglądał 😉
      (jak miło, że ktoś to w ogóle przeczytał 🙂 )

Leave a reply

*

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*