Jest cieplej

Jest cieplej

17/11/2011 – 18/11/2011
w Hawanie było gorąco, ale cóż to za gorąco w porównaniu z Santiago de Cuba

Mało kto dojeżdża na wschodnie rubieże wyspy.
Owszem za jedyne 51 CUCów dojeżdżają tu z Havany dalekobieżne autobusy linii „Viazul”
(wspominałam że hiperklimatyzowane, żeby nie rzec hibernujące?)
Owszem w Santiago jest port i statki (ale raczej transportowe niż osobowe – w świetle licznych ucieczek drogą morską do USA, rozwijanie pasażerskiej żeglugi karaibsko-oceanicznej raczej nie jest leży w kręgu zainteresowań władz).
Owszem w Santiago jest nawet lotnisko. I to nawet międzynarodowe!

Tyle, że Santiago jest dość głośne, bardziej smrodliwe niż Hawana i do tego mocno obfitujące w żebraków, naciągaczy, zaczepiaczy i wszelakiej maści namolaczy
A relatywnie mało oferuje w zamian.
To miasto i jego okolice mają większe znaczenie ze względów historycznych (tej najnowszej historii Kuby, od czasów gdy młody Fidel postanowił wziąć sprawy w swoje ręce) niż zabytkowych (chociaż fort de Morro robi super wrażenie)
Mimo pierwotnego planu, aby spędzić tu urocze dwa dni, już pierwszego chciałyśmy uciekać byle dalej na wschód! Vamos a la playa!
Ale, że nie było czym (bilety na autobus wyszły przed nami) koniec końców zostałyśmy te 2 dni.
I dobrze, bo dzięki temu pierwszego dnia bezstresowo poszwendałyśmy się po mieście,zakończywszy dzień na tarasie hotelu Grando, próbując wraz z pewną roztańczoną Kubanką w wieku mocno post-balzakowskim, poderwać do tańca tłumy zblazowanych białasów.
Szczegóły pominę (Marta, pamiętaj: filmy tylko dla wybrańców!!! ;-)) dość, że wyszłyśmy z fasonem i gracją, żegnane przez rozentuzjazmowane tłumy (no… prawie tak było ;-))
Co robiłyśmy i widziałyśmy lub też robić i widzieć chciałyśmy:
– oprócz tańców na tarasie
– weszłyśmy do katedry, ale bardzo szybko z niej wyszłyśmy, bo zagęszczenie żebraków na jeden m2 prerosło naszą cierpliwość
– Muzeum Karnawału (ponoć są tu super karnawały – najlepsze na Kubie! Ale niestety nie w listopadzie, no to chociaż muzeum…)
– Muzeum klanu Bacardich – Senior Bacardi jeden z burmistrzów miasta to także, a może przede wszsystkim, załozyciel imperium rumowego.
– balkon Velazqueza – no, tego to dopiero się naszukałyśmY!
W zasadzie jest to ex-balkon, a konkretnie tarasik dawnego fortu, z którego można było obserwować ruchy w zatoce, za to dziś skrzętnie przed nami ukryty wśród współczesnej zabudowy
– Kwartał Moncady – to właśnie jeden z pomników historii Kuby: 26 lipca 1958, jeszcze za rządów Batisty, Fidel z funflami szturmował garnizon wojskowy tzw. Baraki Moncady
Atak się wprawdzie nie powiódł, ale od tego momentu Fidel stał się bezprzecznym liderem – symbolem walki o ‚lepszą’ Kubę, a data 26 Julio rozlała się po mundurach, chustach, sztandarach…
– el Castillo del Morro San Pedro della Roca – nadmorska twierdza z XVIIw. wpisana na listę UNESCO, kilka km za miastem (można dojechać taksówką, w tę i z powrotem, wraz z poczekaniem ile się chce – 15 CUC)
– rybacka wysepeczka Cayo Grandma – prawie tuż za el Morro (ok,2km), można do niej dopłynąć regularnym promikiem kursującym pomiędzy wysepeczkami i wybrzeżkami, a na zwiedzenie całej wysepeczki w zupełności wystarczy 0,5,
a jakby sobie dać z godzinkę to i lemoniadkę można wypić (oczywisćie pamiętając cały czas o powracającym na ląd promie!)

Dwa dni i chwatit! W sobotę jedziemy do Guantanamo!!! (
Nie, nie do TEGO 🙂 w sensie tego i nie tego, bo Guantanamo to nazwa połozonej najbardziej na wschód prowincji Kuby (ze stolicą w… Guantanamo), a wojskowa baza USA zajmuje tylko jej niewielką cząsteczkę.
Ale nas interesuje co inego: BARACOA – przez wieki odizolowana od reszty wyspy osada z paroma karaibsko-atlantyckimi plażami dookoła.
W końcu musimy przewietrzyć nasze maski i fajki!
Ale to juz w następnym odcinku…

Share this!

Subscribe to our RSS feed. Tweet this! StumbleUpon Reddit Digg This! Bookmark on Delicious Share on Facebook

Leave a reply

*

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*